środa, 10 marca 2010

M&M w Chinach czyli jak to widzą Marty

Moja koleżanka Marta z tego oto bloga mieszkała czas jakiś i pracowała jako tłumacz w Pekinie. Poniżej przytaczam jej opis, jakiego rodzaju szok kulturowy może spotkać człowieka z Europy w Chinach. Przerażająca w tym mailu nie jest jego treść (bo widziałam na własne oczy i czułam wszelkimi innymi zmysłami te wszystkie "szoki"). Przerażające jest to, że czuję, jakbym to ja napisała ten tekst! WSZYSTKIE spostrzeżenia mam dokładnie identyczne. Nie zmieniłabym nic. Nawet imię mamy takie samo, więc również podpis pozostaje aktualny ;)
Trzeba Wam też wiedzieć, że Marta w niejednym miejscu na ziemi przebywała dlużej lub krócej i ten Chiński szok nie jest spowodowany ignorancją. Chińczycy na serio są dziwni przy pierwszym "zderzeniu".
Przeczytajcie, proszę! Tekst jest ciekawy i dobrze napisany. Przeżyliście długaśny wpis o załatwianiu wizy, przeżyjecie i ten :D Moje spostrzeżenia dopisałam kursywą.


********
Kochani,
(...)
Jeśli jecie, odłóżcie przeczytanie tego maila na później. Dobrze Wam radze.

Ostatnio trafiłam na artykuł w The Times o Pekinie, który zaczynał się tak: "Czy to dziecko naprawdę sika na ulicy?" Otóż, moi Drodzy, tak, sika naprawdę. Dzieci do ok. lat 6 bez skrepowania kucają na chodniku (nie w krzakach, skąd!) i robią swoje, z czymś "grubszym" włącznie. Papieru nie używają. A żeby było wygodniej, dzieci chodzą w spodenkach z dziura na pupie, dokładnie miedzy pośladkami, żeby można było interes raz-dwa załatwić. No sami przyznajcie jakie to praktyczne. Nawet w zimie tak jest, przy mrozie -14 C.

Chińczycy plują niczym lamy. Akt splunięcia poprzedzony jest kilkusekundowym przeraźliwym charczeniem, co by cala flegmę skrupulatnie z gardła i jego zakamarków wydobyć. Czasami przejść nie można, bo chodnik cały zapluty. Plują dzieci, kobiety i starcy, bez wyjątku i bez wyboru. Plują wszędzie, na ulicach i w parkach, taksówkarze w czasie jazdy otwierają drzwi lub okno i plują, kierowcy autobusów plują, sklepikarze plują przed swoimi sklepami, pracownicy rożnych urzędów wychodzą przed swoje szanowne instytucje, i tez plują. OHYDA. Bekają również bezwstydnie, zwłaszcza taksówkarze. I zawsze odbija im się czosnkiem, którego w Chinach spożywa się tony i który dodaje się dosłownie do wszystkiego. Jedzie sobie cywilizowany człowiek taksówką, a tu nagle bek! a potem chark! a potem tfu! Wszystkiego się może odechcieć.
Idziemy sobie z koleżanką ulicami Xi'anu. Dookoła miła dzielnica, nie żadna patologia czy kryminał. Przed nami garstka ludzi. Za nami dwie młode kobiety. Nagle słyszymy głośne "beeeeeek!" Ale takie w rodzaju jak chłopcy na podwórku bekali na zasadzie, kto dłużej i bardziej soczyście beknie. Spojrzałyśmy na siebie ze znakami zapytania w oczach... Rozglądamy się. Odwracamy się z pewną jednak nieskrywaną dezaprobatą w spojrzeniu naszym. Okazuje się, że to jedna z tych młodych kobiet wydała z siebie takie wzorcowe beknęcie. Zawstydziła się. SKĄD! Gdzie tam! Roześmiały się obydwie i minęły nas chichocząc, że pewnie jakies glupie kretynki jesteśmy. Nietutejsze.

Z jeszcze bardziej obrzydliwych rzeczy - z drugiej strony tez czesto wypuszczaja gazy. Idę sobie ulicą, a tu facet przede mna pierd! Jest to niestety bardzo czeste, zalamac sie mozna. W charczeniu oraz gazach przoduje jedna z naszych dwoch sekretarek - skad inad bardzo mila osoba. Widocznie biedaczka ma jakies problemy z ukladem trawiennym, ale dzieje sie to naszym kosztem. Moj szef Krzysiek, normalnie bardzo spokojny, kiedys wreszcie nie wytrzymal i wrzasnal: "No kurwa, znowu sie spierdziala, ja nie moge!!!!" :) Dobrze, ze nikt nas nie rozumie. Najsmieszniejsze jest to, ze oni w tym sikaniu na chodniku, pluciu, bekaniu i wypuszczaniu gazow nie widza nic zlego. Kazdemu moze sie zdarzyc (no, moze nie sikanie na ulicy i plucie), ale wtedy mowi sie przepraszam. Tak mama gadali.

Skoro wspomnialam juz o taksowkarzach, nie moge zapomniec o ich kolejnej ciekawej cesze - nie znaja Pekinu, gdyz wiekosc przyjechala z innych prowincji i w stolicy Chin sa krocej ode mnie. W 80% przypadkow nie maja zielonego pojecia, jak jechac, i musze ich pilotowac. Po drugie, nie potrafia czytac mapy; a po trzecie - co jest juz lekka przesada - czesto sa analfabetami, badz nie znaja mandarynskiego. No i wez tu gdzies dojedz na czas.
Próbujemy złapać taksówkę w Szanghaju: pierwsza (zatrzymała się dobrowolnie dopiero po 10 min skakania i machania na ulicy!) - taksówkarz nie wie, gdzie to jest ten hostel nasz. Nie wie, gdzie to ta Pudong Av. Trudno. Druga (zatrzymana z równie wielkim wysiłkiem na zasadzie "jak stanie ,to się ładujemy do środka, a potem będzie dyskusja, gdzie jedziemy") - taksówkarz nie umie przeczytać chińskich znaczków. Nie wie, gdzie to jest. Pyta panią przechodzącą obok samochodu. Gadają, gadają. Ona po angielsku z nami. Oni po chińsku między sobą. W końcu ruszamy i nawet nas nie skosił na milion RMB i dowiózł na miejsce. Ale do zaułka przed hostelem już nie, tylko do rogu głównej ulicy.

W metrze horror. Pociagi podjezdzaja rano doslownie co minute, ale co z tego, skoro Chinczycy jeszcze nie zrozumieli, ze najpierw trzeba dac wysiasc tym, co sa w srodku, a dopiero potem samemu wchodzic. Pchanie, deptanie, wrzaski, krzyki, a nawet rekoczyny sa na porzadku dziennym. Drzwi otwieraja sie na bardzo krotko, wiec trzeba byc sprytnym - i miec dobry refleks. Na poczatku kulturalnie wszystkich przepuszczalam, robilam miejsce, przesuwalam sie... teraz nie mam najmniejszych skrupulow. Stoje jak slup w przejsciu i nawet nie drgne, gdy ze wszystkich stron rzucaja sie na mnie ludzie. Schamialam, jednym slowem, ale inaczej wciaz bym czekala na stacji metra i nigdy nie dojechalabym do pracy.
Potwierdzam - pchają się wszędzie! Muszą pierwsi wsadzić łeb w najmniej ciekawą witrynkę wystawy. Muszą pierwsi wejść do świątyni. Nie ma zmiłuj! W Pałacu Zimowym w Zakazanym Mieście dostałam tyle kuksańców chińskimi łokciami jak nigdy w życiu na najbardziej zatłoczonym koncercie ;) Raz tylko jakieś małe skośne oczęta spojrzały na mnie zdziwione, jak się "odkuksańcowałam", bo też chciałam zobaczyć i postanowiłam spróbować przepychać się na modłę chińską ;)

Higiena osobista na poziomie kultury osobistej. Wiele mieszkan nie ma lazienek, dlatego w Pekinie jest ponad 5.000 toalet publicznych. 99% z nich nie nadaje sie do opisania, cofnełoby sie Wam wszystko, co zjedliscie od rana. Smrod, brud i rzedy dziur w podlodze. Bez wody. 1% jest w miare cywilizowany, "na Malysza", ale czysto przynajmniej. W zwiazku z brakiem lazienek w domach, Chinczycy niestety niezbyt ladnie pachna, co ma szczegolne znaczenie w srodkach komunikacji miejskiej, zwlaszcza teraz, latem. Dlatego czesto wole wstac troche wczesniej i przejsc sie te 35 minut do pracy niz byc zgniatana, deptana, atakowana gazami roznymi oraz zapachami dalekimi od Chanel numer piec.
Jeśli ktoś słuchał (dzielnie, z przerażeniem w oczach i koniecznie o pustym żołądku!!!) moich opowieści o toaletach w Tybecie i innych miejscach w Chinach, to wie, że Marta pisze prawdę. Za każdym razem, gdy szłam do toalety w hostelu w Lhasie brałam ze sobą ręcznik, którym obwiązywałam sobie nos i usta, żeby nie czuć tego smrodu i żeby nie zwrócić zjedzonego obiadu. "Spuszczanie wody w toalecie" w hostelu wyglądało tak, że obok kibelka stałą wielka balia z wodą, w niej pływal taki większy rondelek. Nabierało się nim wody i chlup do dziury w podłodze. Nie chcę myśleć o tym jak brudna była rączka tego rondelka i kto jej dotykał (!!!).
Poziom czystości toalet nie przeszedłby żadnej unijnej oceny. Nie mieści się to w żadnych standardach i klasyfikacjach. Dość wspomnieć, że ja przyzwyczajona do toalet "western style" czyli takich z muszlą, korzystałam z ulgą z takich typu "dziura w podłodze", bo tylko podeszwami butów dotykało się części toalety. I to jest wariant najbezpieczniejszy!!! Nie wybrzydzajcie, jak pojedziecie!

Nie zdziwcie się też, gdy po wejściu do publicznej toalety Waszym oczom ukaże się inna użytkowniczka tejże. Chińczycy mają chyba inne pojęcie wstydu i prywatności/intymności. Nie zawsze zamykają za sobą drzwi toalety... Ale ich tam jest tyle milionów, że jakoś musieli sobie tę "prywatność" zmodyfikować, zmniejszyć.

Poziom wyksztalcenia i wiedzy ogolnej - tylko ciut lepszy od higieny. Wiekszosc adresatow tego maila jest za mloda, aby pamietac czasy komunizmu w Polsce, ale musicie wysilic wyobraznie. Pranie mozgow. Partia jest najlepsza. Chiny to najwspanialnszy kraj. Wszystko u nas jest cudowne, zgnily Zachod!!! Nie mamy wiz do zadnego kraju, bo nie chcemy, kto by chcial wyjezdzac. Po co. Tam nie ma ryzu. Zabic wszystkich w Tybecie, to buntownicy. Tylko dzieki Chinom Tybet jeszcze sie trzyma, tak to by z glodu wymarli. Dalajlama to oszust, lepiej, zeby nie zyl. No co ty, wierzysz w to, co pokazuje CNN i BBC??! Przeciez to manipulacja!!!! Tak, rzad zablokowal wiele stron internetowych, ale to dla naszego dobra przeciez. Zebysmy nie czytali wymyslow Zachodu. W Tybecie zginely tylko 2 osoby, buntownicy, nie wiecej. No i dobrze, ze opozycje aresztowali, co beda bluznic przeciw partii.
"Partyjne pranie mózgu"... cóż... Facebook zablokowany. Blogspot również nie działa. A słowa naszej przewodniczki z Pekinu wiele wyjaśniają:
Phoebie (czyt. Fibi - jak ta z "Przyjaciół") na nasze pytanie o formę pochówku jaka jest preferowana w Chinach - czy się grzebie ludzi w trumnach czy też pali zwłoki i do urny (akurat byłyśmy w grobowcach Mingów)? - odpowiedziała: "Generalnie to się ludzi pali. Oprócz ważnych osobistości. Jak na przykład przewodniczący Mao, który był największym przywódcą naszego narodu!" Mówiła to dziewczyna w wieku lat dwudziestu kilku... Wszystko zgodne z linią władzy. Zachód to zło i zgnilizna moralna. Władzy należy się szacunek.

(...)
Rece mi opadaja. Nie mam znajomych Chinczykow i nie chce miec. Nawet ci wyksztalceni nie przyznaja, ze cos jest nie tak. Wiwat Chiny.

Marta

10 komentarzy:

Kasia pisze...

Przeczytałam. No cóż...inna mentalność, inni ludzie.
Nie wiemy co dla nich kryje sie pod pojęciem:kultury osobistej.
Kuzynka była w Chinach i mówiła,że mimo ciekawości świata, chciała jak najszybciej spieprzać stamtąd.

Weronka pisze...

rany julek, to lepiej już chyba zostać w domu ;)

Wilku pisze...

A mi mimo wszystko sporo z tych rzeczy pasuje do kultury wschodniej. Poczynając od najprostszych jak kuchnia która sprzyja bądź co bądź nielimitowanym i niekontrolowanym erupcjom gazów..a kończąc na niezachwianym poczuciu że ich kraj i władza są the best. Autorka listu trochę bez zrozumienia do tego podeszła. Chiny to w większości chińczycy chłopi, bez wykształcenia i bez typowej mieszczańskim europejczykom ambicji do "mania więcej i lepiej". Kultura wschodu również stawia inne akcenty niż zachodnia "byle dalejwięcejmocniej". Łącząc dopiero te dwie tradycje, oraz wielowiekową nieograniczoną cesarską władzę i kilkudziesięcioletnią władzę komunistyczną (która tylko w swej liczbie członków różni się od cesarskiej) - można niemal w pełni uzasadnić kompletny brak oportunizmu i bezrefleksyjne przyjmowanie wyjaśnień władzy w każdej kwestii...
No ale nie czepiam sie niczego bo treść naprawde fajnie napisna i sporo fajnych ciekawostek!!
a przy okazji pozdrawiam Panią Gospodarz Bloga!

Missy pisze...

Weronika,
ja i tak wiem, że tak nie myślisz ;)

Wilku,
A napisałyśmy gdzieś, że te wszystkie "niezwykłości" do kultury Wschodu nie pasują?? Poczucie wielkości kraju, słuszności poczynań władz - to mi właśnie do mentalności Chińczyka pasuje bardzo.

Nie sądzę, żebyśmy podeszły do tego bez zrozumienia. To że jej się coś nie podobało, albo ją dziwiło/szokowało, nie znaczy, że tego nie rozumie. To że coś Cię dziwi, nie znaczy, że wszędzie ma być tak samo. A takie soczyste beknięcie na ulicy, albo "erupcja" :D do przyjemnych odgłosów nie należą... przynajmniej dla mnie ;) Ja po tej kuchni takich dźwięków nie wydawałam (jak już tak szczerze się tu wywnętrzam ;)))).

Co do braku ambicji i manii więcej i lepiej" - absolutnie się z Tobą nie zgadzam. Mania i chora ambicja budowania najwyższych budynków, "tresowania" najlepszych sportowców, rozpychania się wszędzie, przekonania, że jest się najlepszym i żyje w jedynym słusznym ustroju... to jest dla mnie właśnie "mania więcej i lepiej". Coś mi tutaj lekką prowokacją pachnie ;)))
Jednak może faktycznie władza absolutna cesarza a teraz partii komunistycznej powoduje jakieś trwale zmiany w mentalności ludzi, tym samym w społeczeństwie, zachowaniu. Ale to że jest się niewykształconym nie powinno przeszkadzać w myśleniu, bo jak mi by ktoś powiedział, że gdzie indziej jest coś tam (czego u nas nie ma), to bym mądrzejszego jakiegoś, bardziej obytego człowieka zapytała, czy to prawda... Ale może czasami nie ma kogo zapytać.
I dzięki za pozdrowienia :)) Nie zawsze publikuję tutaj takie długaśne wypowiedzi. Czasami mnie takie grafomaństwo* nachodzi i muszę, bo się uduszę ;))) Także zapraszam częściej!!!!

--------------
* mówię o moich fragmentach tekstu. Do Martowych nie mam zastrzeżeń ;D

barburka pisze...

jak to mówią hihi że lekarz nie kazał wstrzymywać widocznie wszystkie żółte ludziki mają tego samego lekarza tylko biedny zalatany jest :D tyle ludzików obsłużyć pozdrawiam ciekawy tekst zarówno Marty jak i Marty :D

Lara_Egaree pisze...

Przeczytałam od A do Z wraz z komentarzami, nie wiem czemu historia Chin, mentalność bardzo mnie interesuje. Kiedyś przeczytałam "Dzikie Łabędzie, Trzy córy Chin", potem książkę "Mao" obie autorstwa Jung Chang. Obie zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Istnieją jednak Chińczycy, którzy potrafią oddzielić prawdę od frazesów nauczanych przez partię. W Chinach nie byłam, chciałabym pojechać, liczę się, że spotkam się z sytuacjami opisanymi przez obie Marty i wcale mnie to nie zdziwi. Jest chyba coś takiego w mentalności ludzkiej, że jeśli człowiek jest od wieków tłamszony to się temu poddaje, już Nałkowska pisała, że człowiek przyzwyczaja się do każdych warunków. Nam się zdaje, że my znamy komunizm, ale to pestka w porównani z maoizmem, z rewolucją kulturalną, która wyssała z ludzi resztki godności. Skazała ich na bezmyślność, ślepe podporządkowanie się ustalonym zasadom, na naszych oczach spełnia się sen Orwella. To straszne. Z jednej strony szkoda mi tych ludzi, z drugiej jestem wściekła, że nie mają na tyle silnej woli, by się temu przeciwstawić zwłaszcza patrząc na historię Polski i Polaków, będąc w niewoli, czy to rozbiorców, czy komunistów, zawsze potrafiliśmy się przeciwstawiać, kosztem życia, zdrowia, lat poniewierki..., dlatego tak trudno jest zrozumieć, że do kogoś może prawda nie docierać, albo może się tak bać, aby znaleźć wśród towarzyszy niedoli bratnie dusze, z którymi mógłby powiedzieć NIE! Czy kiedyś dożyjemy czasów, że powiedzenie "Za Chiny Ludowe" straci na wartości??? Z drugiej strony polityka państw zachodnich jedynie przyczynia się do wzrostu potęgi Chin, nie są oni tak głupi jak nam się wydaje, udało im się zrobić totalną ekspansję na nasze rynki, zalać nas tanimi produkatmi wątpliwej jakości bez jednego strzału (no chyba, że są to strzały wymierzone w Tybet, o którym się tylko pamięta podczas ważnych wydarzeń medialnych, kto teraz krzyczy, że nadal dzieją się rzeczy straszne w Tybecie???) Niech tylko Stany spróbują bąknąć, że w Chinach łamie się prawa człowieka, Chiny szybko puszczą plotkę, że zamienią swoje fundusze na euro i Stany siedzą cicho, sami się wkopaliśmy, jak głupie bachory uzależniając gospodarkę od Chin... pozostaje jedynie nam, prostym obywatelom starać się nie kupować taniej chińszczyzny, może na tym w danej chwili stracimy, może nie zaoszczędzimy tyle ile byśmy chcieli, ale patrząc na przyszłość naszą, naszych dzieci i naszych wnuków na pewno nam się to opłaci!

Wilku pisze...

Lara_Egaree
w zasadzie się z Tobą zgadzam, jedynie z większym zrozumieniem podchodzę do kompletnego niemal braku sprzeciwu wobec włądzy wśród prostych i niewykształconych Chińczyków (czyli znakomitej większośći mieszkańców) - Polska historia a historia Chin to kompletnie odmienne spsoby zarządzania krajem...

Missy
Dziękuję za odpowiedź:)

Gwoli sprostowania - moje pierwsze zdanie nie odnosiło się do tego, że Wam nie pasuje (bo rzeczywiście nic takiego nie napisałaś), tylko do Waszego zdziwienia (a żeby jeszcze bardziej uściślić - bo czasem nie zauważam swoich skrótów myślowych;) - do zdziwienia brakiem chęci samodzielnego myślenia wśród Chińczyków)

To samo tyczy się komentarza o braku zrozumienia - chodziło mi o stosunek Chińczykó do władzy - i interpretację autorki. Myślałem, że logicznie połączyłem to jakoś, ale teraz jak czytam mój komentarz to rzeczywiście można go zrozumieć tak że "brak zrozumienia tematu" wytykam również w stosunku do jedzenia itp...ale to nie było moim zamiarem;)

Co do braku ambicji i "manii posiadania więcej i lepiej" - muszę tu jednak się niezgodzić (a może - nie zgodzić??:) To o czym piszesz - ""chora ambicja budowania najwyższych budynków, "tresowania" najlepszych sportowców..."" - dotyczy wąskiego grona ludzi władzy (czy to cesarskiej, czy to partyjnej, czy to "partyjnego samorządu" - jeśli można się pokusić o takiego paszkwila semantycznego gdy idzie o Chiny).

Jeszcze tylko dodam, że w pełni zgadzam się z Twoim podejściem do "samodzielnego myślenia". Jednak uważam że nie można przykładać miary naszej, bądź co bądź europejskiej, do sytuacji Chińskiej. Wykształceni Chińczycy rzeczywiście często postrzegają swoją ojczyznę jako państwo totalne. Szukają informacji z niezależnych źródeł itd. Jednak niewykształceni Chinczycy, którzy od 15 pokoleń są "chłopami pańszczyźnianymi", którzy nie mogą pozwolić sobie na wyjazd do stolicy prowincji bo w między czasie z głodu wymarłaby cała rodzina, bądź po prostu nie stać ich na to - mają już ewolucyjnie wykształconą chęć wiary w nieomylną władzę która utrzymuje ich przy życiu (a jakie to życie? na pewnym etapie nie jest to ważne)

Przepaszam za długaśne i pewnie nieskładne komentarze ale podobnie jak Ty czasem coś muszę napisać bo jak nie..;) Poza tym uwielbiam dyskutować o interesujących tematach:))

Mollik pisze...

w głowie się nie mieści to co opisałaś! sikanie na ulicach, bleeeeee
mój obiad zimny czeka na dokończenie ;)

Missy pisze...

Aaaa widzisz Aniu, nie na darmo było ostrzeżenie, żeby nie jeść przy czytaniu ;)
Fajny jest taki culture clash czasami. Widzi się jak jesteśmy różni... mimo dążenia do unifikacji granic, znoszenia wiz i tym podobnych "barier".

Wilku,
odpiszę na Twój koment, ale po świętach. Bo teraz muszę popracować trochę ;) Ale jak czytałam Twój pierwszy post, to tak myślałam, że to skróty myślowe są w niektórych miejscach :)

Missy pisze...

Lara,
tak o tym Tybecie wspomniałaś i mi się tak skojarzyło i myśli różne mi się nasunęły:
ja nie wiem, czy takie ubolewanie nad losem Tybetu ma sens. Tzn. ma sens owszem w kategoriach takich, że nie powinien jeden naród męczyć drugiego po tym jak mu zabrał ziemię i suwerenność. No i zabierać też nie powinien. Ale moja koleżanka słusznie kiedyś zapytala w takiej luźniej rozmowie, "czy ten Tybet jakby byl wolny, to nie dolączylby do najbiedniejszych państw świata...?" Z drugiej strony - nie byloby tak źle, gdyby nie polityka Chin i to zawlaszczenie Tybetu. Może bieda by tam się tam nie wykształciła - położenie geograficzne, kultura, język - mogłyby skutecznie 'cywilizację' wschodu lub zachodu zastopować lub zmodyfikować jej działanie.
Trudno mi też sobie wyobrazić gospodarkę bez chińskich pieniędzy i produktów.
Zgadzam się, że temat wolności Tybetu jest chwytliwy i taki szczytny, że to o wolność się walczy... Dlatego tak tylko sobie rozważam teoretycznie zapewne...

Wilku,
ambicja bycia pierwszym jest chyba jednak właściwa Chińczykom niezależnie od ich miejsca w hierarchii społecznej - jak się pchają do wystawy, jak każdy musi być pierwszy na skrzyżowaniu i na pasach (pieszy czy kierowca tak samo!) to to jest dla mnie taki pęd ku lepszemu. I to raczej nie przedstawicieli władzy obserwuje się w takich codziennych sytuacjach na ulicy. Zgadzam się jednak, że linia władzy jest zawsze "my najlepsi, my pierwsi, nas nie wolno krytykować" ;)

Co do samodzielnego myślenia... ja nie wiem, czy nasza miara Europejska jest znów taka wyższa od Chińskiej. Czy tu jest się czym chwalić i czy my jesteśmy lepsi?
Wykształceni czy nie Chińczycy nie zawsze widzą, że państwo ich tłamsi. Przyklad, który ktoś mi opowiadał: wykształcony Chińczyk (spotkany gdzieś w podróży, z dala od kraju) ciągnięty za język, dlaczego nie każdy Chińczyk ma paszport, odpowiedział "Bo nie każdy chce. Nie potrzebuje." No w PRLu ludzie jednak wiedzieli, że nie każdy dostanie paszport, bo czasami dla wladzy jego wyjazd byl niewygodny. ALe może masz rację, że nie należy przykladać podejścia europejskiego do realiów chińskich. I to nie jest przekonanie o wyższości jednej kultury, ale o różnicach kulturowych. Jeśli chodzi o tę inność a nie wyższość to jestem się w stanie zgodzić z Tobą :)
Nie wiem, czy policjant w Chinach to jest 'człowiek wykształcony' (nic nie ujmuję, po prostu nie wiem tego!), ale policjanta też nie dziwi, że nie może jechać za granicę, tylko po kraju...
I ostatnie - długaśne komentarze są tutaj bardzo mile widziane!
Czy ta moja wypowiedź ma sens?