Pokazywanie postów oznaczonych etykietą raku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą raku. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 marca 2015

Lampa nr 3

Przedstawiam Wam moją trzecią lampę. Zmontowana, obfotografowana i stoi na półce... do wzięcia. Jest niebiesko-turkusowa ze spękaniami na szkliwie. Ma czarne 'guziczki'. Wypalona techniką raku.


Abażur jest jasno-szary. Lampa ma ok. 30 cm (bez abażuru mierzona) i kabel długości 2 m (jest na nim włącznik/wyłącznik). Potrzeba do niej żarówki z gwintem E27 (czyli tym dużym).

piątek, 17 października 2014

Lampa nr 2

Wydaje mi się, że to może być lampa nr 2, chociaż różni się od lampy nr 1 i bardziej by do niej pasowało określenie lampion (?). 

Planowałam zrobić z niej "świecznik" z tea lightem w środku. Jednak bardzo mocno się nagrzewała i można się było poparzyć, gdy chciało się zdjąć górną część.
Zdjęcie prezentuje lampion ze świeczką typu tea light
Cały lampion/świecznik został zatem przerobiony na lampkę (z oprawką, żarówką i kablem z włącznikiem), która oprócz tego, że się nie nagrzewa tak bardzo (jest jedynie lekko ciepła w zależności od mocy żarówki, którą się w niej zamontuje), to jeszcze daje bardzo ładne, mocniejsze i większe efekty świetlne w całym pokoju. 

Lampa z żarówką
Jeśli chodzi o szczegóły techniczne to jest ona ulepiona własnoręcznie z gliny, szkliwiona, wypalona techniką raku na plenerze w Łucznicy. Przypomniałam sobie też, że to jajo stało cały rok i czekało na szkliwienie i wypał, bo przecież powstało na pierwszym plenerze w Łucznicy w 2013 r. Kolejny raz pokazuje to, że w ceramice nie należy się spieszyć... co jest dla mnie dużą lekcją cierpliwości, której mi bardzo brakuje ;) 
Może się komuś spodoba i zechce ją przygarnąć...?

czwartek, 3 listopada 2011

Jeszcze jeden wypał raku w Angobie!

No to tak w zasadzie zacznę od tego, że właściwie, to macie rację... choć może o tym nie wiecie (do komentujących mówię teraz :)). Bo przecież nie mogę winić kogoś za to, że nie pisze mi komentarzy skoro JA SAMA też nic wielkiego nowego nie napisałam tutaj od dłuższego czasu! Bez sensu! Także na razie - mimo braku czasu, bo muszę zamknąć pewien etap pracy (nie, nie zwalniają mnie!) - będę od czasu do czasu coś tutaj wrzucać systematycznie. Postaram się! I strasznie mi jest miło, jak zaglądacie i zostawiacie ślad po tym, więc nie krępujcie się :)))

Wrócę jeszcze do wypału sprzed 2 tyg. Wypalałam pingwina ulepionego z gliny bezszamotowej. No i pingwin ten był już trochę pęknięty, ale postanowiłam spróbować, co z niego będzie, przetestować szkliwa. Nooooo, to szkliwa świetnie, pingwin gorzej. Odpadł mu kuper, w domu jeszcze odleciały skrzydła, ucierpiała też jego elegancka mucha. Teraz jest kadłubkiem i mieszka w misce na półce:

Zatem był kolejny wypał raku przed nasza pracownią ceramiczną AngobA. Chciałabym napisać, że coraz lepsza w tym jestem, ale przecież prace nadal takie pokraczne wychodzą, że nie wypada i już. Nie każdy ma talent do ceramiki. Ja lubię najbardziej ceramiczne drobinki czyli koraliki i elementy do biżu. Jednak te koraliki nie wyszły chyba najlepiej...

Wypał odbywał się dokładnie tak samo jak 2 tygodnie wcześniej z małym dodatkiem - świętowaliśmy jeszcze podwójne urodziny. Były zatem posiłki słodkie, wytrawne i orientalne. Wszystko w oparach aromatycznego dymu z kotłów i w pachnących tym dymem ubraniach :D :D Było świetnie. I były WSPANIAŁE prezenty!!!
A oto kilka naszych prac:



Ptaszor ten jest mojego wykonu. Miał mieć jeszcze skrzydła doklejone po bokach, ale podczas wypału te skrzydła po prostu gdzieś uleciały tzn. nie mogę ich znaleźć i podejrzewam, że zostały gdzieś wyrzucone ;)

Tutaj również coś z irokezem - rzeźba Sylwii
Patera/talerz Aleksandra
Rzeźba Joli po pierwszym wypale trędowata, po drugim - jak po liftingu ;)
Więcej prac można zobaczyć na FB w galerii pracowni ceramicznej AngobA. Proszę sobie tam zajrzeć i polubić: pracownia AngobA na FB.

czwartek, 27 października 2011

Wypał raku w Angobie

Dawno nie pisałam. Nie żebym nie miała o czym, ale i tak prawie nikt nie komentuje ;) Ta forma prezentacji (pisanie na blogu) coraz bardziej traci w moich oczach... jednak. Minął mi zapał do pisania bloga.

Był sobie u nas w pracowni ceramicznej wypał raku. Był piec, był gaz, załadowano nasze prace i się wypaliły. Zostało jeszcze ich trochę, więc wypał będzie jeszcze jeden, w sobotę. Znów będziemy śmierdzieć dymem przez dwa tygodnie. Czy to nie jest dziwne i fajne? Trochę się tego ognia żywego boję. Od maleńkości tak mam jakoś, że jak gorące to nie bierz, jak prąd to z daleka... Ale raku jest fascynujące. Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać - czy praca nie pęknie, czy się nie sklei z inną, czy kolor szkliwa wyjdzie taki sam na dwóch pracach. Wielka niespodzianka. Radocha jak w piaskownicy albo przy ognichu. Rozczarowań też nie ma, bo spodziewamy się niespodziewanego. Cool!
Mój pingwin, lepiony z 6 godzin co najmniej, niestety się rozwalił. Był pęknięty i pękł jeszcze bardziej. W domu już odpadło mu dupsko i teraz sobie mieszka w misce, taki kadłubek :D Ptaszor inszy się za tu udał. Jest też mały świecznik na tea light i nowe koraliki turkusowe i biało czarne.
Niestety, żadne ze zdjęć nie jest mojego autorstwa. Robili je J. i A. DZIĘKI!!!

Szkliwione czekają na wypał:
W piecu:
Prace gotowe do wyjęcia:
Wyjmujemy prace z pieca:
Gotowe prace, choć jeszcze bardzo gorące:
mój popękany pingwin kadłubek
oraz ptaszor ulepiony ot tak, żeby czymś ręce zająć
Reszta prac to głównie kulki do wyrobu biżuterii. Piękne - turkusowe - wyszły!!! Mam też czarno-białe, a jakże!!!

To tyle na dziś. Biegnę do innej pracowni, lepić coś innego!