środa, 1 kwietnia 2009

Wpis "z innej beczki"

UWAGA!
UWAGA!

www.mamatezmoze.pl

Wszyscy lubimy, gdy w restauracji, do której przyszliśmy jest miła obsługa; nie ma niespodzianek w postaci zadymionych pomieszczeń (gdy ktoś nie pali); miejsca jest wystarczająco dużo, żeby nie trzeba się było przeciskać między stolikami powodując u innego gościa restauracji zanurzenie nosa w zupie...
A gdy jest się Mamą, Tatą i ma się wózek z dzieckiem, to już w ogóle powinno być tak, że jeszcze wózek się mieści między stolikami, że obsługa nie łypie źle na Juniora rozlewającego zupkę na stolik dziecięcego fotelika, który też jest mile widzianym wyposażeniem lokalu. Wszelkie Kąciki Malucha, zabawki, kolorowanki i inne cuda-wianki powodują, że dzieci są szczęśliwe, rodzice mają czas dla siebie nie spuszczając malucha z oczu, ale jednak... tak jakoś bardziej na luzie.
Nie muszę chyba dodawać, że było by idealnie gdyby wszystkie restauracje, centra handlowe, kina, sklepy, przychodnie itp. miejsca publiczne miały takie wyposażenie dwudziestego pierwszego wieku (choć raczej powinien to być standard a nie coś z kategorii "szmery-bajery";).
A myślicie, że mama też może...? Oczywiście, mama może: być z Juniorem w domu, bawić się z dzieckiem, być dla niego Mamą przez duże M) kochać dziecko, chodzić z nim na spacery... Tak, to mama może. Ale może też: wyjść z dzieckiem do restauracji (ewentualnie jeszcze może mieć do towarzystwa Tatę ;)), może chcieć kupić dziecku krzesełko do pokoju, może być akurat sama w domu i potrzebować iść na zakupy do centrum handlowego, może chcieć tańczyć i bawić się i iść do kina i jeździć na rolkach. Jednym zdaniem MAMA TEŻ MOŻE robić wszystko, co chce i co robiła nie mając dziecka. Potrzebuje tylko odpowiedniej infrastruktury! Bo CHCE a nie musi zabrać ze sobą dziecko, które też w ten sposób uczy się na swój sposób żyć w społeczeństwie.
Dlatego Weronka ze swoim Mężem Michałem rozpoczęli super akcję zatytułowaną właśnie MAMA TEŻ MOŻE. Wczoraj byli gośćmi programu Dzień dobry TVN. Oglądając ich spóźniłam się do pracy (BARDZO!), ale i tak nie żałuję :D Akcja polega na tym, że mamy i tatusiowie z dziećmi oceniają wszystkie te wyżej wspomniane miejsca użyteczności publicznej pod względem możliwości wybrania się tam całą rodziną. I nie chodzi tylko o wspomnianą infrastrukturę, ale - np. w przypadku restauracji - o możliwość zamówienia posiłku odpowiedniego dla dziecka, bez konieczności stawiania na nogi całej obsługi. Chodzi o to, żeby wszystkie te udogodnienia stanowiły o standardzie w lokalu, który chciałby otrzymać zaszczytne miejsce w dziale "Polecamy" i dumnie prezentować naklejkę akcji Mama też może na drzwiach wejściowych.

Myślę, że jest to bardzo zacna inicjatywa. Sama nie mogę wziąć w niej udziału... z oczywistych względów - nie posiadam Eksperta, jakiego mają Weronka i Michał;) Dlaczego zacna? Bo to znaczy, że są ludzie, którym się chce chcieć zrobić coś ciekawego i to nie tylko dla siebie i na własnym podwórku. (A to dziś wcale nie jest takie proste... coś o tym wiem.) Aaaaa, bo nie napisałam, że mimo iż akcja szerzy się z Pomorza obejmuje również inne miasta Polski i każda chętna mama i każdy chętny tata są zaproszeni do współpracy w charakterze Agentki/Agenta... Wystarczy napisać na adres info@mamatezmoze.pl i zacząć działalność wywiadowczą ;)

A na koniec chciałabym pogratulować Weronce i Michałowi (i wszystkim współtwórcom tej inicjatywy) pomysłu i chęci do działania, bo bardzo lubię, gdy ktoś coś robi... tak po prostu!
I ten tekst o podróżach z maluchem autorstwa Jowity jest bardzo dobrze napisany także go przeczytajcie, bo ja tak nie umiem i u mnie na blogu dobrych wpisów niet!

13 komentarzy:

Ezieta pisze...

O...dobrze wiedziec. bede omijac takie miejsca szerokim lukiem..Nie dlatego, ze nie lubie dzieci.Wrecz przeciwnie. Uwazam, ze miejsce spaceru dla dzieci to nie kawiarnia czy restauracja-co innego sklepy, urzedy-walczylabym raczej o te ostatnie, ktore sa najmniej przyjazne nie tylko dla matek z dziecmi ale i dla osob niepelnosprawnych czy osob starszych. Nie raz wychodzilam juz z restauracji czy kafejki tylko dlatego, ze obok rozgoscily sie mamy z dziecmi, a wygladalo to tak, ze mamusie radosnie swiergotaly z kawka w rekach a dzieci raodsnie baraszkowaly na podlodze miedzy stolikami..Nie wydaje mi sie, ze obsluga powinna dziecmi sie wtedy zajmowac, tym bardziej inni klienci.
Ale to moje zdanie, moze wywrotowe w tym momencie...Jestem matka, by nie bylo, ze zgorzkniala stara panna sie odezwala.

Missy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Missy pisze...

Niestety, nie wiedziałam, że to co piszę będzie miało taki skutek... zadziwiający.
Nie to miałam na myśli pisząc tego posta. Nie chodzi o "pozbycie się dzieci" i szczebiotanie przy kawie tylko umożliwienie mamą bycia w kawiarni itp. z dzieckiem, bez narażania ich na swego rodzaju ostracyzm ze strony bezdzietnych gości. Spacer to co innego, a wyjście gdzieś z dzieckiem to co innego.

P.S. Wcześniejszy koment mi się źle załadował i go usunęłam

Anonimowy pisze...

Tylko, ze czesc mam z dziecmi faktycznie idac do restauracji czy kawiarni nadal swoimi pociechami sie zajmuje, traktujac to jako ciag dalszy swoich obowiazkow, tyle ze w innym miejscu, a czesc mam( nie wiem dlaczego ja widuje zwykle to druga czesc) pozwala swoim pociechom na to, by zawladnely lokalem. Nie mam nic przeciwko kinder balom w lokalach, ale wychodze, gdy widze taka impreze. Nie mam nic przeciwko rodzinom, byle calosc nie zaklocala ogolnego porzadku i nie powodowala, ze inni goscie maja dosyc...
Przepraszam za tak krytyczne zdanie, ale nie umialam sie pohamowac, by nie wyrazic swojej opinii.
Ezieta

Missy pisze...

A ja mojej i akcja mi się i tak podoba. A to że mamy są różne, to nie jest kwestia "bycia mamą", lecz kwestia tego jakim się jest człowiekiem. Czy myślisz o innych, czy tylko o swojej wygodzie...

Ezieta pisze...

Nie wydaje mi sie, zeby byla to kwestia mojej wygody tylko.
A o innych mysle o wiele wiecej niz moze to wynikac z moich slow.
Niemniej dobrze wiedziec, ze taka akcja jest. W koncu kazdy ma prawo do udogadniania sobie zycia w taki czy inny sposob.
Pozdrawiam
ezieta

Anonimowy pisze...

Ciekawy blog :),zapraszam do zarejestrowania się na nowym forum ludzi z pasją http://www.myownart.pl i umieszczania swoich prac w galerii :), pozdrawiam

mirta pisze...

Hola amiga lejana,pasa por mi blog ,tengo una invitacion para ti ,Besos ,Mirta♥

Missy pisze...

Ezieta,
ja nie miałam na myśli Twojej własnej wygody i nie sugerowałam, że nie myślisz o innych. Aż tak dobrze się nie znamy ;) żebym mogła to ocenić. Chodziło mi o to, czy matka z dzieckiem zwraca uwagę na pozostałych klientów restauracji...

Ezieta pisze...

No wlasnie, jesli mama potrafi byc z dzieckiem w kawiarni czy restauracji tak, by nie przeszkadzac innym gosciom-nie ma sprawy.
Mi zwyczajnie szkoda dzieci zniecierpliwionych byciem w kawiarni, krzyczacych, wojujacych z mama. Dziecinstwo ma swoje prawa w koncu.
Mam nadzieje, ze dobre miejsca ( dla mam i ich pociech) znajda sie wszedzie, ja swoje ulubione juz mam.( Moja corka poszla z nami do restauracji po raz pierwszy, gdy miala 10 lat)

Missy pisze...

A widzisz, może teraz dzieci szybciej dorastają do chodzenia do restauracji :D
I właśnie o takie "bycie mamy z dzieckiem w restauracji" w tej akcji chodzi. A nie żeby dziecko sobie i mama sobie.

Ezieta pisze...

No nie mow, ze dziecko w wozku doroslo juz do restauracji. O menu nie wspomne, bo kazdy chyba wie, jak sa przygotowywane dania w restauracji, ale ze tak powiem, nie moj cyrk, nie moje malpy. Jesli rodzice sa Z DZIECMI w kawiarni-to jest ok, mi chodzi o takie "wydarzenia" gdy dziecmi nie zajmuje sie nikt.I to jest smutne.

bren,, pisze...

Hola amiga,pasaba a desearte unas FELICES PASCUAS !! un beso♥
Mirta