czwartek, 27 października 2011

Wypał raku w Angobie

Dawno nie pisałam. Nie żebym nie miała o czym, ale i tak prawie nikt nie komentuje ;) Ta forma prezentacji (pisanie na blogu) coraz bardziej traci w moich oczach... jednak. Minął mi zapał do pisania bloga.

Był sobie u nas w pracowni ceramicznej wypał raku. Był piec, był gaz, załadowano nasze prace i się wypaliły. Zostało jeszcze ich trochę, więc wypał będzie jeszcze jeden, w sobotę. Znów będziemy śmierdzieć dymem przez dwa tygodnie. Czy to nie jest dziwne i fajne? Trochę się tego ognia żywego boję. Od maleńkości tak mam jakoś, że jak gorące to nie bierz, jak prąd to z daleka... Ale raku jest fascynujące. Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać - czy praca nie pęknie, czy się nie sklei z inną, czy kolor szkliwa wyjdzie taki sam na dwóch pracach. Wielka niespodzianka. Radocha jak w piaskownicy albo przy ognichu. Rozczarowań też nie ma, bo spodziewamy się niespodziewanego. Cool!
Mój pingwin, lepiony z 6 godzin co najmniej, niestety się rozwalił. Był pęknięty i pękł jeszcze bardziej. W domu już odpadło mu dupsko i teraz sobie mieszka w misce, taki kadłubek :D Ptaszor inszy się za tu udał. Jest też mały świecznik na tea light i nowe koraliki turkusowe i biało czarne.
Niestety, żadne ze zdjęć nie jest mojego autorstwa. Robili je J. i A. DZIĘKI!!!

Szkliwione czekają na wypał:
W piecu:
Prace gotowe do wyjęcia:
Wyjmujemy prace z pieca:
Gotowe prace, choć jeszcze bardzo gorące:
mój popękany pingwin kadłubek
oraz ptaszor ulepiony ot tak, żeby czymś ręce zająć
Reszta prac to głównie kulki do wyrobu biżuterii. Piękne - turkusowe - wyszły!!! Mam też czarno-białe, a jakże!!!

To tyle na dziś. Biegnę do innej pracowni, lepić coś innego!

5 komentarzy:

Aga robie-bo-lubie pisze...

A ja tam lubię do Ciebie zaglądać. Niestety oglądając w pracy blogi, nie mogę komentować. A w domku nie zawsze jest czas ;-)
Ślicznusie te domki!

JAGODZIANKA pisze...

Ptaszorek mnie ujął. jest d\cudny. I te domku...Masz rację: szczególnie te z zielonymi daszkami ;)
I pisz częściej... lubię zaglądać do Ciebie.

Pozdrawiam, Jagodzianka.

Justyna pisze...

Szkoda, że nie można skomentować naszego zapachu ha ha ... A może pin-gwina wsadź zadkiem do jakiejś doniczki? bo ma taki piękny dziób, że szkoda by było się go pozbywać...

Anonimowy pisze...

Haaa, i ja się po blogach włóczę czasami ;) i komenta się naumiałam wstawiać ;)

No zapach mamy potem specyficzne ale radości tyle, ze za nic się nie da pominąć takiej frajdy! kupa ognia, tumany dymu i pyszne jedzonko oraz truneczki :) No cóż, trzeba sobie uprzyjemniać stanie na dworku, nie? :)

Missy pisze...

Dzięki wszystkim za odwiedziny i komentarze :)))

Justa, pingwin mieszka sobie w misce na półce. Nie wyrzucam go, chyba że się w drobny pił rozpadnie.

Gretta,
wszystko było świetne! I dym, i jedzenie i prace i prezenty!!!
Ubrania się upiorą i będą na następny raz do 'grillowania' prac :D :D