Zbliża się, zbliża. I to nawet wielkimi zimnymi susami. Jeszcze nie przez zaspy, ale jednak ciepłem polskiej jesieni to tej aury nie można nazwać. Trzeba zatem ciepło się ubierać. Dziś rano było zapewne mniej niż 10 stopni, także lekko nie jest. W tamtym roku pierwszy śnieg spadł 14. października (pamiętam, bom do Chin leciała dokładnie wtedy!). Teraz zima nas nie prześcignie - pierwsi się na nią przygotujmy! Do tropików nie zawsze można jechać, więc trzeba walczyć z zimą środkami ogólnodostępnymi i tańszymi.
Po to właśnie są mitenki, czyli takie rękawiczki bezpalczatki (nazwa nie moja tylko Ani z Zielonego Wzgórza) w różnych kolorach rozjaśniających szarość zimy.
Mamy szare (żeby zimy nie przestraszyć, bo jest czasami potrzebna), ale ze zwiastującym ciepło kolorem fioletowym, czyli takim dzyndzelkiem-kokardą.
Mamy szaro-czerwone, bo kontrasty dobra rzecz. Trzeba się wyróżniać!
Mamy też rozweselające kolorem swym fioletowe mitenki z możliwością podwinięcia i skrócenia całej rękawiczki o 1/3 w razie jakby zima odpuściła na jeden dzień.
Które wybieracie?
Po to właśnie są mitenki, czyli takie rękawiczki bezpalczatki (nazwa nie moja tylko Ani z Zielonego Wzgórza) w różnych kolorach rozjaśniających szarość zimy.
Mamy szare (żeby zimy nie przestraszyć, bo jest czasami potrzebna), ale ze zwiastującym ciepło kolorem fioletowym, czyli takim dzyndzelkiem-kokardą.